arratorium

19 września 2025

Larp Gothic 2025 - recenzja

Witamy w kolonii! 

 

Przekraczam bramy starego obozu i pierwsze co czuję, to zapach drewna, słomy i ziemi. Mam wrażenie, że to miejsce jest w ciągłej przebudowie i rozbudowie. Wolnym krokiem ruszam w stronę zamku, siedziby Gomeza i magnatów, by po chwili skręcić w lewo, za kowalem, mijając stojącą po prawej świątynię Innosa. Na schodach mijam Jęzora – on coś lubi przesiadywać na tych schodach – i kieruję się do siedziby bandy cieni. Mojej bandy.

Odkąd kopacze wynieśli się do slumsów bliżej kopalni, obóz jest jakiś spokojniejszy. Służba uwija się biegając od karczmy do zamku (z pewnymi przystankami przy aptecznej fajce wodnej), magowie siedzą w bibliotece lub świątyni, straż chyba się trochę nudzi, bo nie ma tylu osób do trzepania i przeszukiwania. Ale ja już wiem, że niedługo to wszystko się zmieni. Wiem to, bo moją pracą jest mieć informacje – w tym te o kilku ciekawych indywiduach których dzisiaj zrzucą zza bariery…

Między 20 a 24 sierpnia w Czyżowicach znowu niebo zdobiły niebieskie ślady magicznej bariery. Po raz kolejny więźniowie stawili się, by odbywać swoją karę – przygotowaną przez szerokie grono pełnych pasji organizatorów. Ta jubileuszowa, dziesiąta edycja zgodnie z zapowiedziami była wyjątkowa – na pewno dla mnie.

To jest moja druga recenzja larpa Gothic, poprzednio opisałem edycję 2024 – jest ona dostępna pod tym linkiem i myślę, że sporo z obserwacji tam zawartych nadal będzie miało zastosowanie do tej odsłony: https://narratorium.pl/larp-gothic-2024---recenzja

foto by Piotr Müller - Fotografia

Tu jest prawdziwy świat

 

Kolonia górnicza. Dom.

Czas w ciągu dnia staram się dzielić na zadania bandy i zarabianie rudy – poprzez handel, wymianę i zasięganie informacji – a to, czego oczekują ode mnie magowie. Wśród tych, których dopuszczam bliżej (wbrew pozorom, kolonia to wcale nie miejsce dla samotników) nie jest tajemnicą, że moje nauki u Mistrza Doriana dobiegają swojej kulminacji. To dziś, w symbolicznym dniu zrzucenia nowych skazańców i komunikacji z zewnętrznym światem, zostanę poddany próbie magii.

Parę godzin później jestem już po rozmowie z arcymagiem – faktycznie, dwóch wybranych uczniów zostanie poddanych próbie magii. Co niespodziewane Dante, strażnik z ciekawą przeszłością zarówno w kolonii jak i poza nią, dokopał się do ksiąg w bibliotece na podstawie których zażądał próby ognia i został do niej dopuszczony. Wszyscy działamy na własny rachunek, próbując sprostać wyzwaniom, które przed nami postawiono.

Większość dnia szukam kamienia, który nada się do stworzenia pustej runy. Ktoś wspomina mi, że coś takiego może być w zamku Gomeza, przekupuję więc jedną ze służek złotym pierścieniem, by rozejrzała się za tym dla mnie. Odwiedzam slumsy, pytam kopaczy, wchodzę do kopalni by rozejrzeć się tam osobiście. Poszukiwania kończę znajdując jedną pustą runę w bibliotece świątynnej – wtedy jeszcze nie wiem, że zgubię ją gdzieś podczas ataku orków za parę godzin, kiedy błyskawica szamana zmiecie mnie z nóg.

W pewnym spokojniejszym momencie Dante wspomina mi o tym, co on sam musi osiągnąć. Poza stworzeniem runy (zadanie samo w sobie bardzo wymagające i wyczerpujące) musi też między innymi rozpalić ognie Innosa w kilku świętych miejscach w kolonii. Przy jednej z wypraw poprosi mnie o „wyjście na zwiad” i upewnienie się, że na miejscu wszystko jest przygotowane. Czego się nie robi dla kolegów z kolonii – w końcu to między innymi dzięki niemu jestem dzisiaj tam, gdzie jestem.

foto by Klaudia Mikulec Fotografia

Kolonia górnicza. Dom.

To pierwsze myśli postaci, pojawiające się w mojej głowie już trzeci raz. Dom może i nieidealny, bardzo specyficzny, czasem nieprzyjazny…  jednak jedyny, jaki jest. Miejsce, do którego się wraca, któremu się wiele wybacza i które się kocha.

Pewne rzeczy były jak powrót na dobrze znane sobie ziemie, gdzie jesteśmy pewni każdego kamienia. Niezmiennie otaczał mnie żyjący świat, pełen małych i wielkich historii, gdzie każdy kopacz mógł wpłynąć na to, czym będzie żył stary obóz przez najbliższe godziny. Ekonomia nadal działała bardzo dobrze, choć tym razem znalazłem się w sytuacji, w której wcale nie chciałem uciułać jak najwięcej! Wciąż jednak widać było, że bryłki mają znaczenie, a świat reaguje na to, co się dzieje. Dla przykładu: kiedy bractwo zaczęło skupować esencje magiczne po cenie znacznie przekraczającej rynkową, powstał chytry plan dostarczenia im przez pośredników zapasów starego obozu tylko po to, by zyskać na rudzie i z czasem odkupić esencje z zyskiem. Wiele tęgich głów nieustannie myśli o tym jak się dorobić, a także jak sprawić, by inni nie dorobili się za bardzo.

A skoro już o tym mowa – kontakty między obozami były widoczne. Choć ten rok minął pod znakiem polityki na wysokim szczeblu, to przecież niżej w drabinie społecznej też toczy się życie. Niebiescy ścierali się z czerwonymi na szlaku, zieloni musieli uważać na to, by nie zostać napadnięci, kiedy wracali z utargiem z obozu, a pomiędzy nimi krążyła świeża dostawa skazańców. Prócz tego pełno było zwykłych rozmowów, załatwiania interesów, drobnych wymuszeń i wszechobecnych przysług. Tygiel ten kręcił się i mieszał, a stosunki zmieniały się jak w kalejdoskopie. Każda, nawet najmniejsza rzecz mogła wpłynąć na to, jak ktoś będzie postrzegany i co przyniesie kolejny dzień.

Wydarzeń było tyle, że dosłownie nie dało się doświadczyć wszystkiego. Bardzo żałuję, że nie byłem świadkiem ani jednego pokazu teatralnego całkowicie oddolna, odgraczowa inicjatywa!) gdzie członkowie trupy wystawiali inne sztuki w zależności od tego, w jakim obozie byli. To zrozumiałe, że w starym obozie będą się śmiać z maga wody, co upada i sobie czwarty krąg magii rozwala, a w nowym sprzedają opowieści o potężnym magu Dorszjanie, prosto z ławicy. Prawdziwy kalejdoskop doświadczeń, który sprawia, że miejsce wydaje się być faktycznie żywe, a nie tylko symulowane. Gracze mają tu tyle samo do powiedzenia co twórcy gry i kocham wszystkich, którzy w najróżniejszy sposób przyczyniają się do animacji świata gry.

Klimat, klimat, klimat! Dzięki temu wszystkiemu mamy świat, a dzięki wysiłkom logistyki, kostiumografii i pirotechniki – mamy też piękno tego świata. Jako, że organizatorzy przykładają dużą wagę do strojów graczy – z roku na rok podnosząc poziom i wymagania – to możemy się cieszyć nie tylko świetnie wyglądającymi lokacjami, ale też zdjęciami, które naprawdę oddają nastrój gry.

Z całego serca życzę Gothicowi, by te elementy tylko podkręcał i nigdy ich nie zatracił, nie dał ich skomercjalizować czy przemienić tylko w wytwór sprzedażowy. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało – czuć, po prostu czuć, że jest to wydarzenie tworzone od fanów dla fanów. Tym większe pochwały dla organizatorów! 

foto by Norka Fotograficzna

Życie to ciągła zmiana

 

Stoję w świątyni magów ognia. Zdobiony tryptyk jest otwarty, czuję na sobie zarówno spojrzenie posągu, jak i promienie słońca, wpadające przez prześwity dachowe. Moment jest podniosły, i nawet po Arcymagu Domingo widać, że przejmuje się trochę bardziej niż zwykle.

Kontempluję to, co zrobiłem, by tu dotrzeć. Myślę o tym, co to znaczy dla mnie, nie tylko w kontekście obowiązków i codziennych zadań, ale też tego, kim sam się stanę, co to zmieni we mnie samym. Wspominam to, jaką ścieżką tutaj dotarłem i zastanawiam się, czy tak miało być od początku – bym to tutaj, w więziennej kolonii, wstąpił na drogę do której przygotowywałem się już jako dziecko.

Domingo pyta, czy ktoś z magów ma coś przeciwko temu, byśmy dołączyli do Kręgu. Słucham odpowiedzi magów, tego na co zwrócili uwagę, co zapamiętali, jak wyglądam w ich pamięci. Czuję dumę – tak po prostu, po ludzku.

Składamy przysięgę, Arik, Dante i ja.

Zdejmuję pancerz – teraz moja wiara będzie mym pancerzem. 

Odkładam broń – teraz słowa i moc Innosa będą mym orężem.

Nie mija 10 minut i pierwsza osoba zwraca się do mnie per „mistrzu”.

 

Tak jak zmieniła się moja rola na larpie, tak i sam chciałbym wspomnieć o zmianach, które zauważyłem względem zeszłorocznej edycji.

Być może to kwestia tego, że ktoś inny zajmował się moją kartą postaci, a może to kwestia wysłuchania feedbacku, ale w tym roku to co otrzymałem przed grą było znacznie lepsze niż wcześniej! Mam wrażenie, że jakość materiałów skoczyła w górę – nie tylko karty, ale też listy, które pojawiały się podczas gry wprowadziły więcej zahaczek i możliwości za którymi można było podążyć podczas rozgrywki. Jako że wspomniałem w moim zeszłorocznym feedbacku o tym, że chciałbym grać bardziej poważne i osobiste wątki, w tym roku dostałem jeden odwołujący się wprost do historii mojej postaci, bardzo osobisty i familijny, z porządnym, moralnym dylematem i filozoficznymi rozważaniami. Naprawdę byłem pod wrażeniem, gdy go przeczytałem. A gdy dowiedziałem się, że zahacza on jeszcze o innych graczy i jednocześnie nie czyni go mniej „moim” – było jeszcze lepiej. Tak samo jak sprawnym graniem na emocjach mojej postaci, które serwowali mi mistrzowie gry dla mojej frakcji. Żeby nie było – to nadal nie jest larp, gdzie można przez 6 godzin rozbijać na czynniki pierwsze patologiczną sytuację rodzinną, jak na niektórych chamberach, ale jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak wsłuchano się w feedback. Przynajmniej ten mój i przynajmniej w moim zakresie.

foto by Norka Fotograficzna

Mam wrażenie, że coraz więcej osób gra też na religijnym zaangażowaniu postaci. Zwracam uwagę – w tym roku przecież cały łuk mojej postaci był o zmianie pozycji i statusu, więc może po prostu bardziej widziałem te fragmenty gry, a gracze jakoś naturalnie orbitowali w tę stronę! Często słyszałem „Chwała Innosowi!” i okrzyki te spokojnie mogły rywalizować ze słynnym „Zbudź się!” wykrzykiwanym przez członków bractwa. No i niesamowicie było dla mnie grać postać, która w trakcie gry robi kolejny już, duży skok w swojej roli – to, jak zmienia się traktowanie postaci przez świat jest nieporównywalne. Tutaj szata faktycznie zdobi człowieka. Inne są interakcje, płynne wejście w nową rolę oznacza dynamicznie zmieniający się styl gry – w moim przypadku na taki, który ma wspierać grę innych. Faktycznie, miałem z tym pierwotnie nieco problemów, nie wiedziałem na co mogę sobie pozwolić, by nie psuć mechaniki i dynamiki rozgrywki. Ale hej, nikt nie rodzi się magiem! Poczucie odpowiedzialności łączyło się jednak z dumą, kiedy miałem świadomość, że wykreowałem dla paru osób ciekawe sceny lub dałem dodatkowe zahaczki fabularne. Ale żal mi, że scena dyskusji na sympozjum magicznym o teogonii Śniącego nie wyszła – będę musiał wdrażać moje przemyślenia poprzez listy i rozmowy w przyszłym roku!

foto by Norka Fotograficzna

No i dobra wiadomość dla kopaczy, kretów i skazańców: w tym roku zaobserwowałem dużo mniej przemocy w ich stronę. Być może miało to związek z wydzieleniem specjalnych stref dla tych frakcji – slumsy pod kopalnią, tereny kretów – ale wymuszeń i pobić było dużo mniej niż w zeszłym roku. Nie słyszałem też, by ktoś był szczególnie mocno gnębiony, co było problemem rok temu. Jak sądzę był to też wpływ organizatorów, którzy wielokrotnie powtarzali, jak wchodzić w interakcje z osobami, na które się napada.

Tym niemniej mam wrażenie, że mniej czuło się ciężki klimat kolonii karnej. Po grze słyszałem głosy, że brakuje trochę brutalnych, bezkompromisowych i agresywnych przestępców z prawdziwego zdarzenia – ludzi, którzy faktycznie powinni tu być, po trupach dążą do celu i nie wahają się iść w konflikt. Po zastanowieniu faktycznie na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć postacie, które pasowałyby pod ten opis. Czy obozy nie potrzebują takich typów, czy może my jako gracze boimy się grać coś takiego, w związku z ostracyzmem społeczności? Pozostawiam to jako temat otwarty – być może najzwyczajniej w świecie nie chcemy spędzać kilku dni naszego życia wśród faktycznych, agresywnych typów. Ale hej – warto ich wtedy choć nagrodzić za bycie naszymi ulubionymi czarnymi charakterami.

foto by Piotr Müller - Fotografia

Ścieżki pod barierą

 

Życie maga wygląda zupełnie inaczej niż życie cienia – teraz moje zadania skupiały się na sprawach wyższej wagi. Niedługo po inicjacji negocjuję z Samem i Gomezem, dostarczając im dokumenty, mające zapewnić najważniejszej osobie w kolonii więcej dostaw za mniej rudy. Cios w szlacheckie rody, ale dzięki temu świątynia umocni swoją pozycję, nasi kurierzy zyskają immunitet… A i mnie i Dantemu coś skapnie. 

Już jako jeden z Kręgu magów ognia wyruszam - w eskorcie strażników i cieni - by pomóc przy badaniach niedawno odnalezionego obelisku – moja wiedza dotycząca magicznych przedmiotów może się przydać. Wraz z braćmi i siostrami z kręgu jesteśmy przekonani, że ma to powiązanie z aktywnością orków i problemami z barierą. 

Droga wypada nam już po zmroku – ciepłe światła starego obozu zostają za nami, a gwar głosów zmienia się w ciszę traktu. Każdy nasłuchuje, czy w krzakach nie czai się zagrożenie. Zwłaszcza teraz, kiedy wokół panują ciemności, kolonia staje się bardzo niebezpiecznym miejscem, a otucha towarzystwa może być bardzo złudna. W tej ciszy i napięciu, brat Sebastian intonuje, a ja podejmuję śpiew.

O Innosie, prowadź mnie przez życie,

Niech Twój ogień rozgoni cień.

Powtarzamy tę frazę raz za razem – początkowo cicho i bardziej do siebie, wkrótce jest ona na ustach całej wyprawy. Z mocą śpiewamy ją przechodząc koło obozu bractwa oraz idąc przez las.

Na miejscu zastajemy obelisk oświetlony magiczną poświatą. Ustawiamy się wokół kręgu, rozpoczynamy inkantacje, przechodzące płynnie w pieśń, którą śpiewaliśmy po drodze. Wokół nas z ziemi zaczynają się podnosić umarli a ze ścieżki słychać odgłos większej bestii – z mroków nocy nadchodzą kolejne istoty.

Wyraz naszej wiary niesie się ponad głowami strażników i cieni, walczących z nadchodzącym cieniostworem. Nie ma pewności, że wszyscy z nas wrócą dziś do obozu.

 

Jest jedna rzecz, za którą uwielbiam ten larp – to potężne poczucie bycia bohaterem jakiejś opowieści. Nie jest ono tworzone przez mnogość bohaterów niezależnych, potwory czy MGów którzy starannie dopasowują to co się dzieje do tego, co odpowiada łukowi fabularnemu dla danej postaci. Zamiast tego dzieje się to dzięki żywemu światu, wypełnionemu po brzegi okazjami. Czasem są to okazje na znalezienie skarbu, czasem – kłopotów, sprzymierzeńców, nowej drogi dla siebie. Każdy gracz wytwarza multum możliwości dla innych – i to bez jakiś specjalnych zachęt, po prostu grając. Będąc swoją postacią i próbując przeżyć i rozwinąć się w kolonii.

Na różnych poziomach i płaszczyznach, które zapewnia gra – politycznej, handlowej, eksploracyjnej, zaawansowanej kombinatoryki przynależnej kolonii karnej pełnej cwaniaków – każdy znajdzie dla siebie niszę, w której może działać. Wystarczy tylko nanieść szablon, który chcemy odgrywać na świat, a reszta dzieje się właściwie sama. Czy jesteśmy szabrownikiem ze skłonnością do pozyskiwania rudy od słabszych czy osobą, która próbuje zachować resztki honoru w bezbożnym miejscu i jednocześnie grać o wysokie stawki polityczne – wszystko to napędzi wątki i opowieści, którymi aż tętni to życie. Czasem zaczyna się to od czegoś drobnego, jak kiedy ktoś podwędzi Ci dziennik, a potem najmujesz parę cieni by go odzyskali, żeby choć trochę wspomóc swojego mentora, a czasem od złapania kogoś na trakcie i wzięcia go na zakładnika. Bryłka rudy rzucona na ziemię czasem tworzy fabularne fale, jak kamień wrzucony do jeziora. Czasem wielkie opowieści zaczynają się od jednej rzepy w ogrodzie.

No i kurczę – uwielbiam te wyprawy poza obóz. Samotne, w grupie, z planem i bez planu. Wtedy tak łatwo dać się porwać przygodzie! Czasem wychodziłem z pełną sakiewką, kusząc los. I zawsze otrzymywałem to, na co liczyłem – wystarczyło mieć odpowiednio otwartą głowę. Wokół nas jest w końcu ponad 300 bohaterów własnych opowieści – czasem wystarczy posłuchać.

foto by Klaudia Mikulec Fotografia

Za mało by żyć, za dużo, by umrzeć

 

Słodki zapach mięsa wypełnia karczmę, a klientela wymienia się co jakiś czas – ktoś zagai o to czy może odnieść butelki, ktoś przyjdzie handlować esencją magiczną. Siedzimy z Faridą przy stole, każde z nas zmęczone dniem i tym, co trzeba było zrobić.

Farida wspomina o tym, że musi skombinować 350 bryłek. Domyślam się o co chodzi – widziałem ostatnio tylko parę przedmiotów, które mogą tyle kosztować i tylko jeden, który mógłby zainteresować kogoś, kto większość dnia spędza przy stole alchemicznym. Namyślam się krótko, wszak mowa tu o niebagatelnej kwocie, ale nawet z kalkulacji zysków i korzyści wychodzi mi, że warto. Była banda, alchemia, stara znajomość.

– Nie dam Ci 350 bryłek, bo tyle nie mam. Ale mogę dać Ci jedną – mówię, wyciągając z kaletki jedną bryłę rudy wielką jak dwie pięści, część nagrody, którą dostałem od Gomeza. – Powinnaś za to dostać z 200-300 bryłek.

Uśmiecham się, widząc reakcję. Dogadujemy się na bliżej niesprecyzowane przysługi w przyszłości, dostęp do eliksirów, generalne odwdzięczenie się. Jest to pewne ryzyko, ale wiem, że Farida dowozi.

Zaczynamy wspominać dawne czasy. Zrzucali nas tego samego dnia, ścigaliśmy się o to, kto zbierze większe poparcie w sprawie przyjęcia do cieni. Potem podzieliła nas proza życia – ja potrzebowałem esencji magicznych, żeby tworzyć zwoje i pracować dla magów, ona potrzebowała ich do eliksirów. Dało się wyczuć pewne… napięcie. Ale jak to pod barierą bywa – raz z kimś rywalizujesz, by kolejnym razem sobie pomóc.

Kolonia. Każdego dnia w górę, każdego dnia od nowa. A tym, którzy nie mogą się ciągle  wspinać zostanie za mało by żyć, za dużo, by umrzeć.

foto by Klaudia Mikulec Fotografia

To nie jest larp idealny – w żadnym wypadku. Pojawiały się obsunięcia, eventy które nie wyszły lub się nie odpaliły, zabrakło mi wprowadzenia w część mechanik czy systemów. W design gry jest wpisany spory nacisk na gamistyczność, który czasem niektórych przytłacza czy przyćmiewa inne aspekty. Nie o to też chodzi w recenzji by wymieniać wszystkie dobre lub wszystkie złe strony danej rozgrywki.

Celem jest przekazanie odczuć i emocji, związanych z danym wydarzeniem – a tu chyba widać, że uwielbiam tę grę. Jest w niej to, co bardzo cenię sobie w larpach, jest doświadczenie kolonii i wręcz nieskrępowana możliwość wpływania na świat – jeśli nie na tej odsłonie, to na kolejnych! Silne poczucie bycia bohaterem własnej opowieści zawsze mi towarzyszy – a jeśli opowieść, to też przekonanie, że w każdym momencie jestem się potencjalnie o jedną aktywność od dobrej zabawy – jedną kradzież od bycia bogatszym, jedną wyprawę od bycia odważniejszym i z zawartymi więzami bojowymi, jedno nierozsądne słowo od problemów.

W kolonii jest miejsce na to wszystko – na odkrywanie, eksperymenty, na zabawę i wypoczynek przy fajce wodnej. Są tu przyjaciele, wrogowie, ludzie fałszywi i szczerzy do bólu. To piękny, jedyny w swoim rodzaju ekosystem, który zmienia się, przeobraża, ulepsza z każdym kolejnym latem, z każdym kolejnym zastrzykiem entuzjazmu ze strony graczy i organizatorów. Już teraz łapię się na tym, że planuję manieryzmy, wątki i wydarzenia na przyszły rok – mam nadzieję znowu trafić pod kopułę magicznej bariery i spotkać tam wszystkich skazańców – tych bliższych i tych dalszych, tych którzy mnie wspierają i tych, którzy zaszkodzą.

Ale w ostatecznym rozrachunku – wszystko będzie w porządku.

 

Linki do źródeł

Główna strona gry - https://larpgothic.pl/

Główna grupa facebookowa gry - https://www.facebook.com/groups/120374448603126

foto by Klaudia Mikulec Fotografia

Kontakt

Menu

Jestem też tu: